Za oknami srogi mróz, a w szkolnej sali klasy Trzeciej gorąco, aż balony pękają. Wprawdzie z małą pomocą młodych uczestników zabawy, ale huk był piękny, niczym na Sylwestra. Dobrze, że zaokienny ziąb skutecznie uszczelnił szyby i żadne ptasie serduszko nie zadrżało ze strachu. Myszy nie podlegają szczególnej ochronie, wiec ich serducho niech tańczy kankana.
Zabawa była zatem mocno hałaśliwa, ale z tą radosną, melodyjną nutką, nie tylko łubudubu yc yc yc. Nóżka sama skakała i rwała do tańca pozostałe części ciała, które zapewne wolałyby tkwić przy stole pełnym łakoci lub przy biurku z napojami. To co się zjadło, trzeba wypocić i wybawić na parkiecie. Śmiech grzmiał gromko przy licznych konkursach. Taniec z balonami wygrali chłopcy. Widać trening z boiska piłkarskiego przydał się w opanowaniu tej delikatnej materii bez dodatkowego huku. Czas mijał szybko. Zdumiewające, że na lekcjach wlecze się jak żółw lądowy (oprócz wf i informatyki), a na zabawie przemknął jak błyskawica w letniej burzy. Ech. To był ostatni taki bal przebierańców. Pozostały tylko wspomnienia. Ale jakie miłe…
Agata Niewierska