Tydzień bez książek i pisania. Hura! Nie ma dziecka, które by się nie ucieszyło z takiej propozycji. Kto zdrów do szkoły biegł z radością. Nie spodziewali się, że uczyć się jednak będą. Tylko inaczej…
Poniedziałek. Dzień pierwszy.
Kolorowe krople zwisające z sufitu jednoznacznie świadczyły o temacie projektu. Skoro są krople, to musi być i parasol. Najpierw jednak czekało pierwsze wyzwanie – Rozeznać dzisiejszą pogodę w Polsce. I okazało się, że mimo że podręczników nie ma, to praca jednak niełatwa. Bo choć odczytać temperaturę we wskazanych miasta, było nie trudne, ale te wszystkie zjawiska atmosferyczne? I jeszcze obliczać różnicę, gdy we Wrocławiu plus 2°C, a w Krakowie minus 1°C? W grupie siła, wiec zadanie wspólnie wykonane. Potem było znacznie weselej, bo Trzecioklasiści robili deszczomierze i wiatromierze, które gromadnie wbite zostały w trawnik przed oknami klasy. Wcześniej wspólnymi siłami wyznaczono kierunki świata i tylko wystarczyło obserwować, jak woreczki z wiatromierzy wyginają się lekko ze wschodu na zachód. Znaczy – wiatr wschodni, ale słabiuuutkii, wyraźnie mu się nie chce. Ale było fajnie.
Wtorek. Dzień drugi.
Praca z mapkami Polski i zaznaczaniem zjawisk atmosferycznych poszła znacznie szybciej, bo temperatura nigdzie nie spadał poniżej zera, a woreczki z wiatromierza wydymały się zdecydowanie mocniej, choć wiatr nadal wschodni. Obliczenia matematyczne proste, jak dla Pierwszaka. Wszyscy zatem ochoczo przystąpili do dzisiejszego zadania – Projektowanie jesiennych ubiorów dla pluszowych miśków, bo właśnie wypadło Święto Pluszowego Misia. W ruch poszły nożyce, papiery kolorowe i własne pomysły. A potem była Parada poprzebieranych ulubieńców. I było bardzo wesoło.
Środa. Dzień trzeci.
Tego dnia dużo się działo. Zaznaczanie mapy pogodowej Polski to był tylko rozruch. Znacznie trudniej przyszło wgryzać się w strefy czasowe świata. To, że inna godzina jest w różnych miejscach Europy, niektórzy mieli okazję odczuć podróżując z rodzicami w czasie wakacji poza granicę naszego kraju. Jednak obliczać czas na odległych kontynentach, to łatwe nie jest nawet dla starszej młodzieży. Po przebrnięciu przez matematyczne działania przyszła pora na zabawę w prezentera pogody. Trzecioklasiści, podzieleni na grupy, przygotowali własne mapy Polski – niektóre nawet podobne do realnej, inne bardziej w stylu Pablo Picasso, jednak wszyscy z dużym zaangażowaniem prezentowali swoje prognozy pogodowe. I było zabawnie.
Czwartek. Dzień czwarty.
W tym dniu każdy przybył do klasy z własnym parasolem. I choć z sufitu spływały jedynie kolorowe, papierowe krople, poniżej w całej otwartości prezentowały się właśnie one – PARASOLE. Jeszcze golutkie, niektóre mocno sfatygowane, ale już po godzinie pięknie udekorowane, opływające w liczne wstążeczki, wyglądały jak z bajki. Wirowały w sprawnych rekach swych twórców, w rytm gromko wyśpiewywanej piosenki Czerwonych Gitar „Ciągle pada”. I było bardzo głośno i wesoło.
Piątek. Dzień piąty.
To już ostatni dzień projektu. Trzecioklasiści sprawdzili swoje deszczomierze. Przez tydzień napadało 2 cm deszczu. A potem zamarzło. I można słoik odwracać dowolnie, a woda nie wypłynie. Bo zmieniła się w lód. I trochę nabrzmiała w słoiku. Ale fajnie. W końcu to już końcówka listopada. Wiatromierze nie zamarzły. I wiały wszystkie w jedna stronę. Jak to wiatromierze. A potem była wycieczka do lasu, bo aktywność ważna dla zdrowia, bez względu na pogodę. Tylko trzeba się dobrze ubrać. Z czapką. Na cebulkę. I było cudownie.
Agata Niewierska