Do końca lutego w Kolejkowie, oprócz stałej wystawy, można było oglądnąć cudowne Miasto z Piernika. Niewiele zatem było czasu po zakończonych feriach, aby zorganizować wycieczkę do tego magicznego miejsca w samym centrum Wrocławia. Udało się, uf.
Niektórzy uczniowie byli tam po raz pierwszy i – do czego się później przyznali – rzeczywistość przerosła ich oczekiwania. Kto zwiedzał już Kolejkowo wie, że pierwsze wrażenie zawsze jest WOW! Człowiek spodziewa się makiet pociągów, a widzi sporą część Wrocławia w miniaturze. I to z jakimi szczegółami! Prezydent Wrocławia z kotem, szczury na budowie, wiaderko z mopem w sklepiku i niewiarygodna torba foliowa z zakupami. Jak oni to zrobili? Uczniowie nie mogli wyjść z podziwu. A potem była burza… Z prawdziwym deszczem i kałużami… Teraz to już nic nie mogło ich zdziwić, jedynie należało napawać się rolą King Konga w miniaturowym mieście. Oczywiście bez zniszczeń przez niego czynionych.
I gdy już wydawało się, że nic już nie może Trzecioklasistów bardziej zauroczyć (pomijam milczeniem zabawne elementy makiety – kto ciekawy niech sam szuka), wkroczyli do Piernikowego Miasta. I było Cu –Do –Wne! Jak z bajki! Nie dziwne, że Jaś i Małgosia dali się skusić czarownicy! Niewiele brakowało, a skuszonych tutaj byłoby znacznie więcej. Na szczęście pani przewodnik uprzedzała, że choć pierniki są prawdziwe, to jednak okrutnie twarde. Skończyło się na wzdychaniach i ocieraniu ślinki.
Na koniec uczniowie udali się na warsztaty. I wyszli po nich w jeszcze większym zachwycie. Stworzyli swoje własne wagony. Kto wie, może kiedyś sami zaprojektują polską wersję najszybszych pociągów świata. Dziś jeszcze wszystko jest w sferze marzeń, jednak to właśnie one są siłą napędową postępu. I matematyka…
Agata Niewierska