Dawno zima nie była tak hojna w swe dary, jak w tym roku. Młodsze dzieci nie pamiętały, jak wygląda, a tym bardziej smakuje śnieg. Nie rozumiały ostrzeżenia starszych: „Nie jedz żółtego śniegu”. Dlaczego nie? Jest żółta wata cukrowa, żółte słodkie pianki, dlaczego śniegu nie wolno? Ostatnie tygodnie spowite w biały puch wyjaśniły wszelkie rozterki. Niejeden kilkuletni język łapczywie wychwytywał spadające powoli z nieba śnieżne płatki, a okuta w rękawiczkę dłoń z obrzydzeniem omijała żółte plamy przy lepieniu bałwanka. Radości było wiele, mało kto siedział w tym czasie w domu. Gnało coś wszystkich na śnieg, choćby na spacer, albo na sanki lub kulig, tyle się działo.
Uczniów klasy III, zaczytanych w lekturze Czesława Centkiewicza „Anaruk, chłopiec z Grenlandii”, zachwyciła panująca za klasowym oknem mroźna aura. Idealnie dopasowała się do klimatu młodego bohatera. Wspólnymi siłami próbowali wybudować igloo, dawne mieszkanie Inuitów (nie lubią, jak się na nich mówi Eskimosi). Zdecydowanie nie wyszło tak, jak na zdjęciu i w opisie książki. Cóż, widać jednak nie ta aura. Sypki śnieg się nie lepił, a przecież mróz był zaledwie kilkustopniowy. Trudno, w wybudowanej śnieżnej jamie może skryją się jakieś kotki. Za to prace plastyczne w pełni oddały obraz krainy Anaruka. Udekorują szkołę i jeszcze przez kilka dni przypominać będą o zimie, która zatrważająco szybko zaczęła się rozpuszczać w objęciach nadciągającej już wiosny.
Agata Niewierska